Od autorki: Niedługo zmienię szablon, na (jak dla mnie) o wiele wiele lepszy. Nie wiem dlaczego, ale trochę mnie kurza ten szablon, może dlatego, iż moje opowiadanie nie będzie takie kolorowe... No nic.
Przepraszam że tak długo nie pisałam, ale nie miałam czasu. Cały czas tylko jakieś zajęcia, nauka, albo siedzenie na podwórku-bo ciepło ^__^
Te dwa dni minęły cicho i spokojnie, choć miałem podejrzenia... Naki nie było nigdzie, nie przychodziła na lekcje, a nawet nie było jej w pokoju. Może na prawdę ją zraniłem czy obraziłem tak, że uciekła? Może to nie było miłe, ale aż tak chamskie też nie.
~ * ~
Słońce jakiś czas temu wyłoniło się zza horyzontu. Siedziałem na mojej torbie, patrząc czy nie nadjeżdża autobus. Myślałem gdzie jest teraz Naka, i czy w ogóle przyjdzie. Od tego przecież zależy jej ocena, musi się tam pojawić, inaczej nie zda. Cały czas mam w głowie ten moment kiedy dałem jej do zrozumienia, że nie lubię jej i chcę by wyszła z pokoju. Jej spojrzenie, które wprowadzało w stan nienormalny-można powiedzieć, że hipnotyzowało, te załzawione oczy...
No właśnie !
Gwałtownie wstałem, i otworzyłem szeroko oczy.
Dlaczego ona płakała!?
Do tej pory nie przypominałem sobie, żeby płakała. Nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz to zobaczyłem. Ciekawe... No nic. Nie chciałem dłużej czekać. Z nadzieją, iż znajdę tą przeklętą dziewczynę-i wreszcie ją przeproszę-poszedłem jej szukać.
Podszedłem do drzwi i nacisnąłem klamkę-ktoś ją trzymał. Przez parę sekund usiłowałem ją nacisnąć, ale się nie dało. Zza drzwi dochodziły jakieś śmiechy; to mnie wprowadziło w złość, nacisnąłem klamkę i w tym samym czasie popchnąłem drzwi. Raptownie zatrzymałem się, a przede mną leżała *Inochi. Białowłosa skrzywiła się i złapała za mą nogę. Chwilę patrzała się na mnie dzikim wzrokiem.... chciałem coś powiedzieć, ale jej oczy były takie same jak oczy Naki, paraliżowały człowieka. Wpatrzyłem się bardzo w jej oczy... były trochę inne niż Naki, bardziej... bardziej czerwone. Całe czerwone. Niespodziewanie... ugryzła mnie w nogę tak szybko, iż ja nawet nie zobaczyłem jak ona ruszyła głową. Krzyknąłem na cały głos. Schyliłem się, a całe spodnie były czerwone od krwi.
-Boże.-Oszołomiony tym co zobaczyłem, poprułem spodnie; były tam dwie głębokie rany. Wyglądało to, jakby zrobiło to jakieś zwierze. No nic. Zostało pół godziny, ja nadal nie przeprosiłem Naki, a ona jeszcze na dodatek może nie pojawić się na wyjeździe, i nie zda. Potem będę miał wyrzuty sumienia, że po nią nie poszedłem.
Oparty o ścianę, kulejący szedłem przez korytarz, rozglądając się czy nigdzie nie ma Naki; nie było. Cały korytarz był pusty, tylko parę osób siedziało na schodach z książkami w ręku.... Większośćosób już powyjeżdżało, my jechaliśmy ostatni, ponieważ inni jechali do małych miast, a my jechaliśmy do dalekiego Tokyo. Byłem tam z dwa, może trzy razy.... Zamyślony, wpatrzony w nogę, nagle usłyszałem krzyk, po chwili następny, cały czas słychać było coś twardego, obijającego się o kamień. Jeszcze raz było słychać najostrzejszy i najgłośniejszy krzyk, a potem cisza... Stanąłem, by namierzyć miejsce, skąd dochodziły te dźwięki... i wiem skąd. Dochodziły z piwnicy, do której dyrektora ośrodka nie pozwalała nam wchodzić. Nie miałem wyboru.. musiałem tam wejść i pomóc temu komuś- o ile jeszcze żył. Chwiejącym się krokiem podszedłem do wywalonych drzwi, i zobaczyłem dym unoszący się w powietrzu, a za nim tylko czerwone światło. W moich oczach pojawiły się łzy, a powodem ich był dym. Po kilku minutach oczy mnie szczypały, i coraz ciężej mi się oddychało, na dodatek rana spowodowana "ugryzieniem" Inochi, o którym cały czas myślałem, tak cholernie szczypała... nie mogłem nawet przez sekundę przestać o tym myśleć
-No człowieku!-Przyłożyłem sobie w twarz-Dawaj! Może ktoś tam potrzebuje pomocy, a ty będziesz tutaj myślał o jakiejś ranie? Jesteś debilem-Zakryłem twarz chusteczką, która ukryła mi się gdzieś w kieszeni i szedłem dalej, nie zważając na ból, jaki tworzy dym.
-Ratunku!-Nabrałem sił po usłyszeniu tego. Wiedziałem, że teraz nie mogę się poddać. A gdybym chciał zawołać pomoc-jak nikogo nie ma na korytarzu-było by to bezsensowne, ponieważ ta osoba-najprawdopodobniej dziewczyna, poznając po glosie-mogła by w tym czasie zginąć.
Nieoczekiwanie z dymu wyłoniła się jakaś osoba... już bałem się że to Inochi. Ale to było coś gorszego...
No właśnie !
Gwałtownie wstałem, i otworzyłem szeroko oczy.
Dlaczego ona płakała!?
Do tej pory nie przypominałem sobie, żeby płakała. Nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz to zobaczyłem. Ciekawe... No nic. Nie chciałem dłużej czekać. Z nadzieją, iż znajdę tą przeklętą dziewczynę-i wreszcie ją przeproszę-poszedłem jej szukać.
Podszedłem do drzwi i nacisnąłem klamkę-ktoś ją trzymał. Przez parę sekund usiłowałem ją nacisnąć, ale się nie dało. Zza drzwi dochodziły jakieś śmiechy; to mnie wprowadziło w złość, nacisnąłem klamkę i w tym samym czasie popchnąłem drzwi. Raptownie zatrzymałem się, a przede mną leżała *Inochi. Białowłosa skrzywiła się i złapała za mą nogę. Chwilę patrzała się na mnie dzikim wzrokiem.... chciałem coś powiedzieć, ale jej oczy były takie same jak oczy Naki, paraliżowały człowieka. Wpatrzyłem się bardzo w jej oczy... były trochę inne niż Naki, bardziej... bardziej czerwone. Całe czerwone. Niespodziewanie... ugryzła mnie w nogę tak szybko, iż ja nawet nie zobaczyłem jak ona ruszyła głową. Krzyknąłem na cały głos. Schyliłem się, a całe spodnie były czerwone od krwi.
-Boże.-Oszołomiony tym co zobaczyłem, poprułem spodnie; były tam dwie głębokie rany. Wyglądało to, jakby zrobiło to jakieś zwierze. No nic. Zostało pół godziny, ja nadal nie przeprosiłem Naki, a ona jeszcze na dodatek może nie pojawić się na wyjeździe, i nie zda. Potem będę miał wyrzuty sumienia, że po nią nie poszedłem.
Oparty o ścianę, kulejący szedłem przez korytarz, rozglądając się czy nigdzie nie ma Naki; nie było. Cały korytarz był pusty, tylko parę osób siedziało na schodach z książkami w ręku.... Większośćosób już powyjeżdżało, my jechaliśmy ostatni, ponieważ inni jechali do małych miast, a my jechaliśmy do dalekiego Tokyo. Byłem tam z dwa, może trzy razy.... Zamyślony, wpatrzony w nogę, nagle usłyszałem krzyk, po chwili następny, cały czas słychać było coś twardego, obijającego się o kamień. Jeszcze raz było słychać najostrzejszy i najgłośniejszy krzyk, a potem cisza... Stanąłem, by namierzyć miejsce, skąd dochodziły te dźwięki... i wiem skąd. Dochodziły z piwnicy, do której dyrektora ośrodka nie pozwalała nam wchodzić. Nie miałem wyboru.. musiałem tam wejść i pomóc temu komuś- o ile jeszcze żył. Chwiejącym się krokiem podszedłem do wywalonych drzwi, i zobaczyłem dym unoszący się w powietrzu, a za nim tylko czerwone światło. W moich oczach pojawiły się łzy, a powodem ich był dym. Po kilku minutach oczy mnie szczypały, i coraz ciężej mi się oddychało, na dodatek rana spowodowana "ugryzieniem" Inochi, o którym cały czas myślałem, tak cholernie szczypała... nie mogłem nawet przez sekundę przestać o tym myśleć
-No człowieku!-Przyłożyłem sobie w twarz-Dawaj! Może ktoś tam potrzebuje pomocy, a ty będziesz tutaj myślał o jakiejś ranie? Jesteś debilem-Zakryłem twarz chusteczką, która ukryła mi się gdzieś w kieszeni i szedłem dalej, nie zważając na ból, jaki tworzy dym.
-Ratunku!-Nabrałem sił po usłyszeniu tego. Wiedziałem, że teraz nie mogę się poddać. A gdybym chciał zawołać pomoc-jak nikogo nie ma na korytarzu-było by to bezsensowne, ponieważ ta osoba-najprawdopodobniej dziewczyna, poznając po glosie-mogła by w tym czasie zginąć.
Nieoczekiwanie z dymu wyłoniła się jakaś osoba... już bałem się że to Inochi. Ale to było coś gorszego...
Wierzyliście kiedyś w duchy, może w wampiry? Nie? Ja też nie. Do tej pory, myślałem że to po prostu wymysł kogoś, który kręci się do teraz. Ale nie... to prawda, czysta prawda.
Białe włosy, umoczone w krwi. Blada skóra, ostre jak nóż paznokcie, które złapały mnie za rękę, i wbiły się podobnie jak zęby Inochi w moją nogę.. Blada twarz z czerwonymi oczami. Ostry nos. Piękne, różowawe usta, w-w-w....krwi!?
Ostre kły wystawały jej zza ust. Krzyczałem na cały głos, myśląc iż ktoś mnie usłyszy. To było bezsensu, wszyscy już wyjechali... Otworzyłem szeroko oczy, zdziwiony że ten ktoś może mieć otworzone oczy w takim dymie. Była to... Naka.
-Naka!?-Kaszlałem, i usiłowałem wydusić z płuc chociaż jedno słowo.
-Hidori...-Mój organizm był tak osłabiony, że nie mogłem się podnieść. Spojrzałem w dół, i co róż gorszy widok... stałem w kałuży krwi, która ciągnęła się do samego końca. Była tak głęboka, że zakrywała moje kostki. Wiedziałem że zaraz zemdleję... ale zdołałem, padając usłyszeć słowo które powiedziała Naka-Kocham cię...
~ * ~
Powoli otwierając oczy, leżałem na łóżku w moim pokoju. Duże oczy otworzyły się, a przede mną była Naka.
-Obudź się. Obu... o, obudziłeś się. Hehe-Znowu ten uśmiech-Zemdlałeś.-Wstałem raptownie i złapałem się szafy-Coś nie tak?-Spojrzała się i zrobiła jeden krok w moją stronę-Co ci się stało w nogę? Oczyściłam ją i założyłam ci inne spodnie. Tamte nie nadawały się do niczego, więc je wyrzuciłam. No... próbowałam wyprać, ale to nic nie dało...
J-jak to? Ona mnie rozebrała i założyła mi spodnie? Przecież ja zemdlałem w piwnicy, pełnej krwi i dymu! Może to był sen...?
-Kiedy odjeżdżamy?
-No właśnie cię dlatego obudziłam. Autobus przyjechał i czeka na nas. Ja muszę jeszcze gdzieś pójść, czekaj na mnie w samochodzie.
-No właśnie cię dlatego obudziłam. Autobus przyjechał i czeka na nas. Ja muszę jeszcze gdzieś pójść, czekaj na mnie w samochodzie.
-O-okej...-Wziąłem torbę i wyszedłem z pokoju, zamykając go na klucz.
~ * ~
Znalazłem jakieś miejsce na końcu autokaru. Czekając na Nake, czytałem napis koło drzwi:
**"Watashitachi wa anata ni kaitekina tabi o oinori"
Czytając to zdanie już dwudziesty raz, znudziło mi się i oglądałem co dzieje się za oknem.
Drzwi od szkoły otworzyły się, a w nich ujrzałem Nake.
Gwałtownie autobus ruszył, a ona jeszcze nie weszła. Cały czas patrzałem się na nią, i jednym okiem co chwile na kierowce...
-Niech pan zatrzyma się! Niech pan zatrzyma się!-Spojrzałem na nią, i zrobiłem wielkie oczy...
Wybiegła z drzwi jak jakiś gepard, przeskoczyła ludzi stojących koło niej, i złapała za klamkę zatrzymującego się pojazdu... Jak ona to zrobiła?
Stanęła na środku i machając ręką wołała, znowu z tym dziwnym uśmieszkiem....
-Hidori! Hidori!-Podbiegła do mnie, położyła swoją torbę, usiadła koło mnie i pocałowała mnie w policzek...
*Inochi-życie, istnienie
**Watashitachi wa anata ni kaitekina tabi o oinori-Życzymy miłej podróży
Od autorki: Myślę że rozdział się podobał. Szczerze? To ja jestem z siebie bardzo zadowolona, bo nie wiedziałam że tak rozkręcę całą ta scenkę. Na początku miał być to krótki rozdział, nie wprowadzający jeszcze do opowiadania, a tu BUM i wszystko powoli się rozkręca... mogłabym jeszcze coś dodać, ale już jest trochę za długi ;D